Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Ewangelia św. Tomasza - prawda?

Pytania i odpowiedzi

"W Nag Hamadi, w 1945r. odkryto zwój, wręcz całą bibliotekę (ponad 50 tekstów), w która jak twierdzą najwybitniejsi uczeni, jest możliwym najdokładniejszym zapisem słów Jezusa. Zwój opisano jako 'Sekretne kazania żyjącego Chrystusa', a zawierał on tekst: 'Królestwo Boże jest w was i wokół was... nie w pałacu z drewna i kamienia. Królestwo Boże jest w was i wokół was... nie w budynkach z drewna i z kamienia. Rozłup kawałek drewna, a będę tam'; To są ukryte prawdy, wypowiedziane przez żyjącego Jezusa. Ktokolwiek odkryje znaczenie tych prawd... nie zazna śmierci. Jednak Watykan odmawia uznania tej ewangelii, za to uznał ją za herezję.



Nie ma się co dziwić, bo uderza ona w sens świątyń, kościołów i innych przybytków, gdzie możemy spotkać Boga, Bóg jest wszędzie, nie musimy go szukać wśród desek i cegieł. Kościół jako instytucja powinna zostać trochę zreformowana. Powinien służyć szerzeniu dobra, wiary, wartości moralnej pomagać i być przyjazny człowiekowi ... wreszcie powinien być przyjacielem a nie wrogiem cywilizacji tworząc jej najlepsze warunki rozwoju. Bóg na pewno tego właśnie by sobie życzył ..." Właśnie nurtuje mnie pytanie... czy "Kazania żyjącego Jezusa Chrystusa" są autentyczne i czy napisał je sam Jezus?? Jeżeli macie jakieś informacje na ten temat to prosiłbym o odpowiedź...

Na pytanie nadesłane przez Czytelnika odpowiada Roman Zając - biblista i demonolog z KUL.

Temat biblioteki gnostyków odkrytej w Nag Hammadi powraca jak bumerang. Usilnie promuje się pogląd, że znalezione tam apokryfy stanowią "najlepszy zapis słów Jezusa, jaki posiadamy". Oczywiście jest to bzdura, bo teksty te pochodzą z późnego okresu i są wtórne do ewangelii kanonicznych. Ciągle również powielane są te same pomyłki. Przypomnę więc po raz kolejny, że w Nag Hammadi nie odkryto zwojów, ale kodeksy, co właśnie wskazuje na późniejszy czas ich powstania. Zwoje odkryto w Qumran! (zob. Qumran i Nag Hammadi).

"Ewangelia Tomasza, czyli Sekretne nauki żyjącego Chrystusa" to gnostycki utwór zachowany w języku koptyjskim, w dialekcie saidzkim, pochodzący prawdopodobnie z II wieku n.e. (wersja, którą dysponujemy, pochodzi zaś dopiero z III lub IV wieku). Większość wersów zaczyna się zwrotem "rzekł Jezus", po czym napisane jest co, rzekomo, Jezus powiedział. Czasem te słowa pokrywają się z treścią ewangelii synoptycznych, ale jednocześnie są one uzupełnione, skomentowane na gnostycki sposób. Można więc stwierdzić, że oprócz tekstów typowo gnostyckich, gdzie jest mowa o tajemnej wiedzy, do której dostęp mają tylko wybrani, "Ewangelia Tomasza" zawiera gnostycką egzegezę nauczania Jezusa. Autor był prawdopodobnie przedstawicielem sekty gnostyckiej, który użył imienia apostoła, aby zwiększyć wiarygodność swego utworu, co było dość typową praktyką. Znajdują się w nim wypowiedzi o charakterze panteistycznym oraz zdania zupełnie niezrozumiała, wręcz absurdalne. Czytamy w niej np.: "Szczęśliwy lew, którego zje człowiek. I lew stanie się człowiekiem. Przeklęty człowiek, którego zje lew. I człowiek stanie się lwem" (fragment 7); "Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart" (fragment 57); albo "Każda kobieta, która uczyni siebie mężczyzną, wejdzie do królestwa niebios (141)".

Chociaż tekst został odkryty dopiero w XX wieku, już siedemnaście wieków temu "Ewangelia Tomasza" była znana i jednoznacznie odrzucana przez Kościół, przez tych którzy często byli uczniami uczniów Apostołów. Orygenes (ok.185-254) pisze: "Znam też inną ewangelię, którą zowią 'według Tomasza' i jeszcze inną 'według Macieja'.(...) Jednakże z tych wszystkich żadnej nie możemy zaaprobować. Przyjąć możemy tylko te cztery ewangelie, które podaje Kościół".

Takie pisma, jak "Ewangelia Tomasza" nie zostały wykluczone z kanonu Nowego Testamentu przez Kościół. Wyeliminowały się one same. Kościół wczesnochrześcijański nie wybierał dokumentów, które miały wejść w kanon Nowego Testamentu, ani nie usuwał ksiąg z kanonu; jedynie zatwierdził te, które miały autorytet wywodzący się od apostołów. Zarzut, że Kościół wyłączył z kanonu Nowego Testamentu pisma gnostyckie, a zachował te, które mu pasowały, jest częsty, ale świadczy o zupełnej nieznajomości świadectw ojców Koscioła, którzy od samego początku uznawali autorytet czterech Ewangelii. Zachęcam do lektury artykułu: Ewangelia wg św. Tomasza - dlaczego nie jest w kanonie? Warto również zapoznać się z artykułem Pani Joanny Gackiej: Ewangelia św. Tomasza. Omawiają ne ten problem dość dokładnie.

To dość znamienne, że o "Ewangelii Tomasza" stało się głośno głównie po filmie "Stygmaty" w reżyserii R. Wainwright'a. Pojawiły się wówczas różnego rodzaju koncepcje spiskowe, jakoby Kościół rzymskokatolicki skrywał w swoich archiwach nieznane ewangelie, których ujawnienie podważyłyby sens istnienia Kościoła w takiej formie, jaką znamy dziś.

Co ciekawe, Czytelnik, wytaczając oskarżenia względem KRK, przytoczył fragmenty, które pojawiają się właśnie w filmie "Stygmata" i właśnie z tego filmu zna on prawdopodobnie "Ewangelię Tomasza". W filmie faktycznie zacytowano jej urywki (fragment 3 i fragment 77), które twórcy filmu próbują podciągnąć pod swoją tezę, sprzeciwiającą się instytucjonalizmowi Kościoła, choć z tych fragmentów tak naprawdę nie wynika nic, co sprzeciwiałoby się owemu instytucjonalizmowi. Oczywiście mam na myśli oryginalny tekst "Ewangelii Tomasza", a nie to, co podano w filmie. W jednym z epizodów filmu przypisuje się "Ewangelii Tomasza" następujące słowa: "Jezus rzekł: Królestwo Boże jest w was i wokół was. Nie w domach z drewna i kamienia. Rozłup kawałek drewna, a będę tam, Podnieś głaz, a znajdziesz mnie". Przypomina to faktycznie fragment 77 "Ewangelii Tomasza", ale tak naprawdę fragment ten brzmi nieco inaczej. W rzeczywistości bowiem słowa: "Nie w domach z drewna i kamienia", w ogóle nie występują w oryginalnym tekście. Aby zanegować instytucjonalny wymiar Kościoła, twórcy filmu dopuścili się swego rodzaju manipulacji na "Ewangelii Tomasza", albowiem nawet ten gnostycki tekst nie był odpowiednio wyrazisty do wyrażenia tezy autorów. Natomiast fragment 3 z Ewangelii Tomasza, mówiący o królestwie Bożym, które jest w uczniach Jezusa i na zewnątrz nich, nie jest w sumie niczym odkrywczym, bo podobne stwierdzenia można odnaleźć w Ewangeliach kanonicznych (por. Łk 17,21).

Warto więc zajrzeć najpierw do oryginału, aby nie cytowac czegoś, czego w tekście nie ma, a jest jedynie dodatkiem reżysera filmu. Bardzo zachęcam do lektury "Ewangelii Tomasza", która jest łatwo dostępna dla wszystkich, którzy pragną ją poznać.

W języku polskim nie brakuje profesjonalnych tłumaczeń, dokonanych przez znawców języka koptyjskiego. "Ewangelia Tomasza" była przez Kościół opublikowana już kilkadziesiąt lat temu i nigdy jej nie ukrywano. Jej badaniem i tłumaczeniem nie zajmowali się jedynie watykańscy specjaliści, ale głównie orientaliści, egiptolodzy i uczeni nie związani ze Stolicą Apostolską.

W języku polskim "Ewangelia Tomasza" miała kilka wydań (najstarsza pochodzi już z lat pięćdziesiątych XX wieku), a sam Kościół patronował jej wydaniu co najmniej dwukrotnie, opierając się na tłumaczeniu dokonanym przez Zakład Egiptologii Uniwersytetu Warszawskiego. Kościół rzymskokatolicki nigdy nie ukrywał tego tekstu, ale przyczynił się do jego publikacji. "Ewangelię Tomasza" opublikowano m.in. w ramach firmowanej przez ATK serii PSP z 1976 roku, w tomie zatytułowanym "Teksty z Nag Hammadi". Znaleźć ją mozna również w książce: Apokryfy Nowego Testamentu. Tom I. Ewangelie apokryficzne, red. ks. M. Starowieyski (wyd. przez Towarzystwo Naukowe KUL).

Poniżej zamieszczam zamieszczam tekst w tłumaczeniu ks. Wincentego Myszora, co zaoszczędzi Czytelnikom poszukiwań w internecie, lub konieczności udania się do biblioteki.

To są tajemne słowa, które wypowiedział Jezus żywy, a zapisał je Didymus Juda Tomasz.

1 I rzekł: "Kto odnajdzie znaczenie tych słów, nie zakosztuje śmierci".

2 Rzekł Jezus: "Niech ten, który szuka, nie ustaje w poszukiwaniu aż znajdzie. I gdy znajdzie, zadrży, a jeśli zadrży, będzie się dziwił i będzie panował nad Pełnią".

3 Rzekł Jezus: "Gdy wasi przywódcy powiedzą wam: "to królestwo jest w niebie, wtedy ptaki niebieskie będą pierwsze przed wami". Gdy powiedzą wam, że ono jest w morzu, wtedy ryby będą pierwsze przed wami. Ale królestwo jest tym, co jest w was i tym, co jest poza wami. Skoro poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i będziecie wiedzieć, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą".

4 Rzekł Jezus: "Starzec w swych dniach nie będzie się wahał pytać małego, siedmiodniowego chłopca o miejsce życia i będzie żył. Wielu pierwszych będzie ostatnimi i staną się jednością".

5 Rzekł Jezus: "Poznaj to, co jest przed twoim obliczem, a to, co ukryte przed tobą, wyjawi się tobie. Nie ma bowiem niczego ukrytego, co nie zostanie odkryte".

6 Zapytali Go uczniowie Jego: "Czy chcesz, abyśmy pościli? W jaki sposób mamy modlić się, dawać jałmużnę i przestrzegać przepisów odnośnie do jedzenia?" Rzekł Jezus: "Nie kłamcie, nie czyńcie tego, czego nienawidzicie - wszystko jest jawne w obecności nieba. Nie ma bowiem niczego ukrytego, co nie zostanie odkryte i niczego tajnego, co nie może być ujawnione".

7 Rzekł Jezus: "Szczęśliwy lew, którego zje człowiek. I lew stanie się człowiekiem. Przeklęty człowiek, którego zje lew. I człowiek stanie się lwem".

8 I rzekł: "Człowiek jest podobny do rozumnego rybaka. Ten, gdy wrzucił swą sieć do morza, wyciągnął ją z morza pełną małych ryb. Wśród nich rozumny rybak znalazł dużą, ładną rybę. Wyrzucił wszystkie małe ryby do morza, a bez trudu wybrał dużą rybę. Kto ma uszy do słuchania, niech słucha":

9 Rzekł Jezus: "Oto wyszedł siewca, napełnił swą rękę i rzucił. Kilka (ziaren) padło na drogę, Przyleciały ptaki i zebrały je. Inne padły na skałę i nie wypuściły korzenia w głąb ziemi, nie wydały kłosów ku niebu. Inne padły między ciernie, a te przydusiły je i robak je zjadł. A inne padły na ziemię dobrą. I wydała ona piękny owoc ku niebu, przyniosła sześćdziesiąt miar i sto dwadzieścia miar".

10 Rzekł Jezus: "Przyniosłem ogień na świat i oto podtrzymuję go, aż zapłonie".

11 Rzekł Jezus: "Oto niebo przeminie i tamto, które jest nad nim przeminie i zmarli nie ożyją, a żywi nie będą umierać. W dniach, w których zjedliście coś śmiertelnego, uczynicie to żywym. Jeśli będziecie istnieć w światłości, co uczynicie? W dniu, w którym jesteście jednym, staliście się dwoma. Jeśli zaś staliście się dwoma, co uczynicie?"

12 Spytali uczniowie Jezusa: "Wiemy, że odejdziesz od nas; kto będzie naszym przełożonym?" Rzekł im Jezus: "Dokąd poszliście, pójdziecie do Jakuba Sprawiedliwego; niebo i ziemia powstały z jego powodu".

13 Rzekł Jezus uczniom swoim: "Porównajcie i powiedzcie mi, kogo przypominam?" Powiedział Mu Szymon Piotr: "Jesteś podobny do sprawiedliwego anioła". Powiedział Mu Mateusz: "Jesteś podobny do człowieka, który miłuje wiedzę i jest rozumny". Powiedział Mu Tomasz: "Nauczycielu, moje usta nie ujmą zupełnie tego, aby powiedzieć, do kogo jesteś podobny". Rzekł Jezus: "Ja nie jestem twoim nauczycielem, ponieważ wypiłeś i napoiłeś się ze źródła kipiącego, które ja odmierzyłem". I wziął go i odwrócił się, i powiedział mu trzy słowa. Gdy zaś Tomasz przyszedł do swych przyjaciół, zapytali go: "Co ci Jezus powiedział?" Rzekł im Tomasz: "Jeśli wam powiem jedno ze słów, które mi powiedział, podniesiecie kamienie, aby rzucić we mnie, a ogień wyjdzie z kamieni, aby was spalić".

14 Rzekł im Jezus: "Jeśli pościcie, tworzycie sobie grzechy, a jeśli się modlicie, będziecie skazani. Jeśli dajecie jałmużnę, wyrządzicie krzywdę swoim duchom. Jeśli wychodzicie do jakiejkolwiek prowincji, i jeśli wędrujecie po wioskach, i jeśli was przyjmują, to jedzcie, co przed wami położą, uzdrawiajcie chorych, którzy są wśród nich. Bowiem to, co wejdzie do waszych ust, nie zanieczyści was, ale to, co wychodzi z waszych ust, jest tym, co was zanieczyści".

15 Rzekł Jezus: "Jeśli ujrzycie takiego, którego nie zrodziła kobieta, padnijcie na wasze twarze, uczcijcie go - ten jest waszym ojcem".

16 Rzekł Jezus: "Ludzie może myślą, że przyszedłem, aby przynieść pokój na świat, a nie wiedzą, że przyszedłem, aby przynieść rozdarcia, ogień, miecz, walkę. Gdy bowiem pięciu będzie w domu, trzech powstanie przeciw dwom, a dwu przeciwko trzem, ojciec przeciw synowi, a syn przeciwko ojcu. I staną się wobec siebie samotni".

17 Rzekł Jezus: "Dam wam to, czego oko nie widziało i czego ucho nie słyszało, i czego ręka nie dotknęła, i co nie weszło do serca człowieka".

18 Rzekli uczniowie do Jezusa: "Powiedz nam, w jaki sposób nastanie nasz koniec?" Odrzekł Jezus: "Odkryliście już początek, aby poszukać końca; tam bowiem, gdzie jest początek, tam będzie i koniec. Błogosławiony, kto stanie na początku - pozna koniec i nie zakosztuje śmierci".

19 Rzekł Jezus: "Błogosławiony ten, który istniał zanim się stał. Gdy będziecie moimi uczniami i będziecie słuchać słów moich, te kamienie będą wam służyły. Pięć drzew bowiem macie w raju. Nie poruszają się latem ani zimą, a liście ich nie spadają. Kto je pozna, ten nie zakosztuje śmierci".

20 Rzekli uczniowie do Jezusa: "Powiedz nam, do czego podobne jest królestwo niebieskie?" Rzekł im: "Podobne jest do ziarna gorczycy, najmniejszego ze wszystkich nasion. Jeśli padnie na ziemię, którą się uprawia, wydaje w górę ogromną gałąź, aby stać się osłoną dla ptaków niebieskich".

21a Rzekła Mariham do Jezusa: "Do kogo podobni są twoi uczniowie?" Odrzekł: "Podobni są do małych dzieci przebywających na polu, które do nich nie należy. Jeśli przyjdą właściciele tego pola, powiedzą: "Zostawcie nam nasze pola!" Oni staną nadzy przed nimi, aby im je zostawili, aby dali swe pole".

21b "Dlatego mówię: "Jeśli pan domu wie, że przychodzi złodziej, będzie czuwał aż on przyjdzie i nie pozwoli mu, aby podkopał się do wnętrza jego domu, jego królestwa, aby zabrać jego rzeczy. Wy zaś czuwajcie od początku świata. Opaszcie się razem, silnie w biodrach, aby rozbójnicy nie znaleźli drogi, aby wejść do was, gdyż znajdą oni korzyść, której wy oczekujecie. Niech wśród was zjawi się rozumny człowiek, aby, gdy owoc dojrzeje, przyszedł szybko i mając sierp w ręku ściął go. Kto ma uszy do słuchania, niech słucha".

22 Jezus zobaczył malców pijących mleko. Rzekł do swych uczniów: "Te maleństwa pijące mleko podobne są do tych, którzy weszli do królestwa". Spytali Go: "Jeśli staniemy się małymi, wejdziemy do królestwa?" Odrzekł im Jezus: "Wejdziecie, jeśli macie zwyczaj czynić dwa jednością i stronę wewnętrzną czynić tak, jak stronę zewnętrzną, a stronę zewnętrzną tak, jak wewnętrzną, stronę górną jak stronę dolną, i jeśli macie zwyczaj czynić to, co męskie i żeńskie jednością, aby to, co jest męskie nie było męskim, a to, co jest żeńskie nie było żeńskim; jeśli będziecie mieli zwyczaj czynić oczy jednym okiem, a jedną rękę dacie w miejsce ręki i nogę w miejsce nogi, i obraz w miejsce obrazu - wtedy wejdziecie do królestwa".

23 Rzekł Jezus: "Wybiorę was jednego z tysiąca i dwu z dziesięciu tysięcy; pozostaną jedną jednością".

24 Rzekli Mu uczniowie Jego: "Poucz nas o miejscu, w którym ty jesteś, ponieważ trzeba nam, abyśmy go szukali". Rzekł im: "Kto ma uszy, niech słucha. Istnieje światłość w człowieku światłości - on oświetla cały świat. Gdy nie oświetla, jest ciemność".

25 Rzekł Jezus: "Kochaj swego brata jak swą duszę, strzeż go, jak źrenicę swego oka".

26 Rzekł Jezus: "Widzisz drzazgę, która jest w oku twego brata, zaś belki, która jest w twoim oku nie dostrzegasz. Jeśli wyrzucisz belkę z twego oka, wtedy przejrzysz, aby wyciągnąć drzazgę z oka twego brata".

27 Rzekł Jezus: "Jeśli nie będziecie pościć na świecie, nie znajdziecie się przed królestwem. Jeśli nie uczynicie szabatu szabatem, nie zobaczycie Ojca".

28 Rzekł Jezus: "Stanąłem w środku świata i objawiłem się im w ciele. Znalazłem ich wszystkich pijanych. Nie znalazłem nikogo wśród nich spragnionego, a dusza moja bolała nad synami ludzkimi, gdyż są ślepi w swych sercach i nie przejrzą, że puści przyszli na świat i starają się wyjść z tego świata puści. Teraz jednak są pijani. Gdy odrzucą swoje wino, wtedy będą pokutować".

29 Rzekł Jezus: "Jeśli ciało powstało z powodu ducha, to cud; jeśli duch dla ciała, to jest cud cudów. Ale dziwię się temu: jak tak wielkie bogactwo zamieszkało w tej nędzy".

30 Rzekł Jezus: "W miejscu, w którym jest trzech bogów, tam są bogowie. Miejsce, gdzie dwu lub jeden jest, ja jestem z nim".

31 Rzekł Jezus: "Nie bywa prorok uznany w swej własnej wiosce, lekarz zwykle nie leczy tych, którzy go znają".

32 Rzekł Jezus: "Miasto zbudowane na wysokiej górze jest umocnione. Nie może upaść, ani nie będzie się mogło ukryć".

33 Rzekł Jezus: "To, co słyszysz jednym uchem i drugim uchem, głoś na waszych dachach. Nikt bowiem nie zapala lampy i nie stawia jej pod korcem, ani nie stawia jej w miejscu ukrytym, lecz zwykle stawia ją na świeczniku, aby każdy wchodzący i wychodzący widział jej światło".

34 Rzekł Jezus: "Jeśli ślepiec prowadzi ślepego, zazwyczaj obaj wpadają do dołu".

35 Rzekł Jezus: "Niemożliwe, aby ktoś wszedł do domu siłacza, pochwycił go przemocą, jeśli wpierw nie zwiąże jego rąk. Wtedy wywróci jego dom".

36 Rzekł Jezus: "Nie troszczcie się od rana do wieczora i od wieczora do rana, co włożycie na siebie".

37 Spytali uczniowie Jego: "Którego dnia objawisz się nam i którego dnia ujrzymy ciebie?" Odrzekł Jezus: "Jeśli będziecie mieli zwyczaj ukazywać nie wstydząc się te części ciała, które godzi się zakrywać, i będziecie brać szaty wasze i rzucać je pod wasze stopy, jak małe dzieci, i będziecie je deptać, wówczas ujrzycie Syna żywego i nie będziecie się bać".

38 Rzekł Jezus: "Wielekroć pragnęliście usłyszeć te słowa, które wam mówię i nie macie nikogo, od kogo byście je słuchali. Nadejdą dni, kiedy szukać mnie będziecie, a nie znajdziecie mnie".

39 Rzekł Jezus: "Faryzeusze i uczeni w Piśmie wzięli klucze poznania i ukryli je; nie weszli do środka i nie pozwolili wejść tym, którzy chcieli. Wy zaś stańcie się przebiegłymi, jak węże i czystymi, jak gołębie".

40 Rzekł Jezus: "Krzew winny zasadzono poza Ojcem, a ponieważ nie jest mocny, wyrwą go z korzeniami i zniszczeje".

41 Rzekł Jezus: "Temu, który coś ma w ręku, dodadzą, a temu, który nic nie posiada, i tę drobnostkę, którą ma, zabiorą".

42 Rzekł Jezus: "Bądźcie tymi, którzy przechodzą mimo!"

43 Rzekli Mu uczniowie Jego: "Kim jesteś, który nam to mówisz?" "W tym, co wam mówię, nie znajdujecie, kim jestem? Lecz staliście się jak Żydzi: lubią drzewo i nienawidzą jego owocu, i lubią owoc, a nienawidzą drzewa".

44 Rzekł Jezus: "Temu, kto bluźni przeciw Ojcu, będzie wybaczone, i temu, kto bluźni przeciw Synowi, będzie wybaczone. Temu zaś, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie wybaczone ani na ziemi, ani w niebie".

45 Rzekł Jezus: "Nie zbiera się winogron z cierni ani nie zbiera się fig z ostu. Nie dają one bowiem owocu. Dobry człowiek zwykle przynosi dobro ze swego skarbca, zły człowiek zwykle przynosi zło ze swego skarbca, który jest w jego sercu, i mówi zło, bowiem z obfitości serca przynosi zło"

46 Rzekł Jezus: "Od Adama aż do Jana Chrzciciela wśród zrodzonych z kobiet nie powstał wywyższony nad Jana Chrzciciela tak, aby jego oczy się nie łamały. Powiedziałem jednak: ten z was, który stanie się maluczkim, pozna królestwo i zostanie wywyższony nad Jana Chrzciciela".

47 Rzekł Jezus: "Niemożliwe, aby człowiek dosiadał dwu koni, aby napinał dwa łuki i niemożliwe, żeby sługa służył dwom panom: jednego będzie szanował, a drugiego będzie krzywdził. Człowiek zwykle nie pije starego wina i natychmiast nie pragnie pić wina młodego; zazwyczaj nie wlewa się młodego wina do starego bukłaka, by go nie zniszczyć. Nie przyszywa się starej łaty do nowej szaty, ponieważ powstanie rozdarcie".

48 Rzekł Jezus: "Jeśli dwaj zawrą pokój między sobą w tym samym domu, to powiedzą górze: "Posuń się!", i ona się posunie".

49 Rzekł Jezus: "Błogosławieni samotni i wybrani - wy znajdziecie królestwo, ponieważ pochodząc z niego, ponownie tam wejdziecie".

50 Rzekł Jezus: "Jeśli pytają was, skąd jesteście, odpowiedzcie im: "Przybyliśmy ze światłości, z miejsca, które jest światłością samą z siebie, która powstała i objawiła się w swych obrazach". Jeśli będą wam mówili, kim jesteście, odpowiedzcie: "Jesteśmy Jego synami i wybrańcami Ojca żywego". Jeśli spytają was, jaki jest mak waszego Ojca w was, odpowiedzcie im: "To jest ruch i odpocznienie"".

51 Spytali Go uczniowie Jego: "W którym dniu nastanie odpocznienie zmarłych i którego dnia nastanie nowy świat?" Odrzekł im: "To, czego wyczekujecie, nadeszło, ale wy tego nie wiecie".

52 Spytali Go uczniowie Jego: "Dwudziestu czterech proroków nauczało w Izraelu i wszyscy mówili o tobie". Odrzekł im: "Pozostawiliście tego, który żyje wśród was, a mówiliście o zmarłych".

53 Spytali Go uczniowie Jego: "Obrzezanie jest pożyteczne czy nie?" Odrzekł im: "Gdyby było potrzebne, ojcowie płodziliby obrzezanych w ich matkach, ale obrzezanie w Duchu znalazło prawdziwie pełny pożytek".

54 Rzekł Jezus : "Błogosławieni ubodzy, wasze jest królestwo niebieskie".

55 Rzekł Jezus: "Kto nie znienawidził swego ojca i swej matki, nie będzie moim uczniem; i kto nie znienawidził swych braci i swych sióstr, nie dźwiga swego krzyża tak, jak ja, nie będzie mnie godnym".

56 Rzekł Jezus: "Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart".

57 Rzekł Jezus: "Królestwo Ojca podobne jest do człowieka, który ma dobre ziarno. Nieprzyjaciel jego przyszedł nocą i wrzucił kąkol do dobrego ziarna. Człowiek nie pozwolił wyrwać kąkolu i powiedział im: "Abyście przychodząc wyrwać kąkol, nie wyrwali z nim i pszenicy. W dniu bowiem żniw, gdy ukaże się kąkol, zbierze się go [i] spali"".

58 Rzekł Jezus: "Błogosławiony człowiek, który cierpiał - znalazł życie".

59 Rzekł Jezus: "Przypatrzcie się temu, który żyje, dopóki żyjecie, abyście nie umarli, a nie starajcie się go widzieć nie mogąc się mu przypatrzeć".

60 O Samarytaninie, który niósł jagnię i szedł do Judei, rzekł do swych uczniów: "Ten z jagnięciem?" Odrzekli Mu: "Aby je zabić i zjeść". Rzekł im: "Jak długo ono żyje, on nie zje go, lecz jeśli je zabije, stanie się trupem". Powiedzieli Mu: "Inaczej tego nie może zrobić". Rzekł im: "Wy sami szukajcie dla siebie miejsca spokojnego, abyście nie stali się trupami i nie zjedzono was".

61 Rzekł Jezus: "Dwaj będą spoczywać na łożu: jeden umrze, drugi będzie żył". Rzekła Salome: "Ktoś ty, człowiecze? Czyjś? Wszedłeś na moje łoże i zjadłeś z mego stołu". Rzekł jej Jezus: "Ja jestem tym, który powstał z równego sobie: Dano mi to, co należy do mego Ojca". "Jestem twoją uczennicą". "Dlatego mówię: jeśli ktoś jest równy, wypełni się światłością, gdy się oddzieli, napełni się ciemnością".

62 Rzekł Jezus: "Tajemnice moje mówię godnym moich tajemnic. Co czyni twoja prawica, niech nie wie twoja lewica".

63 Rzekł Jezus: "Był człowiek zamożny, który miał wiele majętności. Powiedział: "Będę używał moich majętności: siał, żął, sadził, napełniał swój skarbiec owocami, abym nie cierpiał niedostatku". O tym właśnie myślał w swym sercu. I jednej nocy zmarł. Kto ma uszy, niech słucha".

64 Rzekł Jezus: "Pewien człowiek miał gości i gdy przygotował wieczerzę, posłał swego sługę, aby sprosił gości. Ten poszedł do pierwszego i powiedział mu: "Pan mój zaprasza ciebie". Odrzekł: "Mam pieniądze u kupców, oni przyjdą do mnie wieczorem; pójdę, aby wydać im polecenia. Wymawiam się od wieczerzy". Poszedł do drugiego i powiedział mu: "Pan mój zaprosił ciebie". Odrzekł mu: "Kupiłem dom i proszą mnie na jeden dzień. Nie będę miał czasu". Poszedł do innego i powiedział mu: "Pan mój zaprasza ciebie". Odrzekł mu: "Mój przyjaciel będzie się żenił, a ja będę wydawał ucztę. Nie będę mógł przyjść. Usprawiedliwiam się od wieczerzy". Poszedł do innego i powiedział mu: "Pan mój zaprasza ciebie". Odpowiedział mu: "Kupiłem wieś, jestem w drodze, aby odebrać czynsz; nie będę mógł przyjść. Wymawiam się". Sługa przyszedł, powiedział swemu panu: "Ci, których zaprosiłeś na ucztę, wymówili się". Rzekł pan do swego sługi: "Wyjdź na drogi i tych, których znajdziesz, prowadź, aby wieczerzali; kupcy i handlarze nie wejdą do miejsca mego Ojca"".

65 Rzekł Jezus: "Pewien szlachetny człowiek miał winnicę i wynajął ją rolnikom, aby mu ją uprawiali i aby otrzymywał swój owoc od nich. Wysłał swego sługę, aby rolnicy dali mu owoc z winnicy. Oni pochwycili jego sługę, zbili go i o mało nie zabili. Sługa wrócił i powiedział to swemu panu. Rzekł pan: "Może nie poznałeś ich". Wysłał innego sługę do rolników winnicy. Zbili również tego drugiego. Wtedy pan wysłał swego syna i rzekł: "Może będą mieli respekt dla mego syna". Gdy rolnicy dowiedzieli się, że on jest dziedzicem winnicy, pochwycili go i zabili. Kto ma uszy, niech słucha".

66 Rzekł Jezus: "Pokażcie mi kamień, który odrzucili budujący. To jest kamień węgielny".

67 Rzekł Jezus: "Kto zna Pełnię będąc pozbawionym siebie, cierpi z braku Pełni".

68 Rzekł Jezus: "Błogosławieni jesteście, jeśli znienawidzą was i prześladują was, bo nie znajdą żadnego miejsca tam, gdzie was prześladowano".

69 Rzekł Jezus: "Błogosławieni, którzy znienawidzili siebie w swych sercach. Oni są tymi, którzy poznali Ojca w prawdzie. Błogosławieni głodni, aby nasycili żołądek tego, który pragnie".

70 Rzekł Jezus: "Gdy pozwolicie powstać tamtemu, co jest w was, wtedy to, co macie, uratuje was. Jeśli nie istnieje tamto, co jest w was, wtedy to, czego nie macie w sobie, uśmierci was".

71 Rzekł Jezus: "Zniszczę ten dom i nikt go nie odbuduje".

72 Rzekł jakiś człowiek do Niego: "Powiedz mym braciom, by podzielili się ze mną dobrami mego ojca". Odrzekł mu: "O człowiecze, kto mnie uczynił tym, który dzieli?" Zwrócił się do swych uczniów mówiąc im: "Czy jestem tym, który dzieli?"

73 Rzekł Jezus: "Oto obfite żniwo, robotników zaś niewielu. Proście Pana, aby wysłał robotników do żniwa".

74 Rzekł: "Panie, wielu jest wokół studni, a w studni nie ma nikogo".

75 Rzekł Jezus: "Wielu stoi przed drzwiami, ale nieliczni wejdą na gody".

76 Rzekł Jezus: "Królestwo mego Ojca podobne jest do kupca posiadającego towary, który znalazł perłę. Ów kupiec był mądry: sprzedał towary i kupił sobie za nie samą perłę. Wy sami szukajcie jego skarbca, który nie ustaje, który trwa; miejsca, do którego mól nie wpadnie ani robak go nie niszczy".

77 Rzekł Jezus: "Ja jestem światłością, która jest ponad wszystkimi. Ja jestem Pełnią, Pełnia wyszła ze mnie, Pełnia doszła do mnie. Rozłupcie drzewo, ja tam jestem. Podnieście kamień, a znajdziecie mnie tam".

78 Rzekł Jezus: "Dlaczego wyszliście na pole? Aby oglądać trzcinę kołyszącą się na wietrze i by oglądać człowieka ubranego w miękką szatę? Oto wasi królowie i wasi dostojnicy, ci są ubrani w miękkie szaty. A oni nie będą mogli poznać prawdy".

79 Rzekła Mu kobieta z tłumu: "Błogosławione łono, które cię nosiło i piersi, które cię karmiły". Odrzekł jej: "Błogosławieni ci, którzy usłyszeli słowa Ojca i zachowali je w prawdzie. Nadejdą bowiem takie dni, gdy powiecie: "Błogosławione łono, które nie poczęło, i piersi, które nie karmiły"".

80 Rzekł Jezus: "Kto poznał świat, znalazł ciało. Kto zaś znalazł ciało, tego świat nie jest wart".

81 Rzekł Jezus: "Kto stał się bogatym, niech rządzi, a kto ma siłę, niech zaprzecza".

82 Rzekł Jezus: "Kto jest blisko mnie, blisko jest ognia, a kto jest daleko ode mnie, daleko jest od królestwa".

83 Rzekł Jezus: "Obrazy ukazują się człowiekowi, a światłość, która jest w nich, ukryta jest w obrazie światłości Ojca. On ujawni się, a jej obraz ukryty jest w Jego światłości".

84 Rzekł Jezus: "Gdy zobaczycie podobnego wam, zwykle cieszycie się. Jeśli jednak oglądacie wasze obrazy, które powstały przed wami, które nie umierają ani nie ukazują się - to jak wiele zniesiecie?"

85 Rzekł Jezus: "Choć Adam powstał z wielkiej siły i wielkiego bogactwa, jednak nie stał się godnym was, bo będąc godnym nie zakosztowałby śmierci".

86 Rzekł Jezus: "Lisy mają swoje nory i ptaki mają swoje gniazda, Syn Człowieczy zaś nie ma miejsca, aby skłonić głowę, odpocząć".

87 Rzekł Jezus: "Nieszczęsne jest ciało, które zależy od (innego) ciała i nieszczęsna dusza, która zależy od tych dwu".

88 Rzekł Jezus: "Aniołowie i prorocy przyszli do was i dadzą wam to, co wasze. A wy sami dacie im to, co jest w waszych rękach i powiecie sobie, którego dnia przyjdą i wezmą to, co jest ich?"

89 Rzekł Jezus: "Dlaczego myjecie zewnętrzną stronę czary i nie rozumiecie, że ten, który wykonał wnętrze czary, jest także twórcą strony zewnętrznej?"

90 Rzekł Jezus: "Przyjdźcie do mnie, dobre są moje ramiona i panowanie radosne, a znajdziecie odpocznienie dla siebie".

91 Rzekli Mu: "Powiedz nam, kim jesteś, abyśmy uwierzyli w ciebie". Odrzekł im: "Badacie oblicze nieba i ziemi, a tego przed wami nie poznaliście - to jest stosowny moment, którego nie potraficie zbadać",

92 Rzekł Jezus: "Szukajcie, a znajdziecie; ale tego, o co pytaliście w tych dniach, nie powiedziałem wam wtedy. Teraz chcę wam powiedzieć, a wy o to nie pytacie"

93 Nie dawajcie świętości psom, aby nie rzuciły jej na gnojowisko. Nie rzucajcie pereł świniom, aby nie pozostawiły ich [...].

94 Rzekł Jezus: "Kto szuka, znajdzie, a kto puka, otworzą mu".

95 Rzekł Jezus: "Jeśli macie miedziaki, nie dawajcie ich na lichwę, ale dajcie temu, który wam ich nie odda".

96 Rzekł Jezus: "Królestwo Ojca podobne jest do kobiety, która wzięła trochę kwasu, wlała do mąki i zrobiła, z niego wiele chlebów. Kto ma uszy, niech słucha".

97 Rzekł Jezus: "Królestwo Ojca podobne jest do kobiety niosącej dzban pełen mąki. Gdy szła daleką drogą, ucho dzbana oderwało się i mąka sypała się za nią na drogę. Nie wiedziała ani nie poznała straty. Gdy wróciła do domu, postawiła dzban na ziemi i stwierdziła, że jest pusty".

98 Rzekł Jezus: "Królestwo Ojca podobne jest do człowieka pragnącego zabić możnego pana. Wydobył miecz w swym domu i wbił go w ścianę, aby poznać, czy jego ręka będzie silna. Wówczas zabił możnego pana".

99 Powiedzieli Mu uczniowie: "twoi bracia i twoja matka stoją na zewnątrz". Rzekł im: "Ci oto, którzy wypełniają wolę mego Ojca, są moimi braćmi i moją matką. To oni wejdą do królestwa mego Ojca".

100 Pokazali Jezusowi [sztukę] złota, powiedzieli Mu: "Zwolennicy cesarza domagają się od nas podatków. Odrzekł im: "Dajcie cesarzowi, co cesarskie, dajcie Bogu, co jest boskie, a co jest moje, dajcie mi".

101 Ten, kto nie żywi nienawiści wobec swego ojca i swej matki, jak ja, nie będzie moim uczniem. I ten, kto nie kocha swego ojca i swej matki, jak ja, nie może być uczniem moim. Matka moja bowiem, która [...] zaś moja matka prawdziwa dała mi życie.

102 Rzekł Jezus: "Biada im, faryzeuszom, podobni są do psa leżącego w bydlęcym żłobie: ani nie je, ani bydłu jeść nie pozwala".

103 Rzekł Jezus: "Błogosławiony ten człowiek, który wie, skąd wejdzie złodziej, bo powstanie, zbierze swoją [...] i opasze się w biodrach, zanim on wejdzie".

104 powiedzieli Mu: "Chodź, módlmy się dzisiaj i pośćmy". Odrzekł Jezus: "Jaki grzech popełniłem lub w czym mnie pokonano? Lecz jeśli oblubieniec wejdzie do komnaty małżeńskiej, wtedy niech poszczą i modlą się".

105 Rzekł Jezus: "Kto pozna swego ojca i swoją matkę, tego nazwą synem rozpusty".

106 Rzekł Jezus: "Gdy macie zwyczaj czynić dwoje jednością, staniecie się synami człowieczymi i powiecie: "Góro przesuń się", ona się przesunie".

107 Rzekł Jezus: "Królestwo podobne jest do pasterza posiadającego sto owiec. Jedna z nich, ta która była największa, zgubiła się. Pozostawił dziewięćdziesiąt dziewięć i szukał tej jednej, aż ją znalazł. Gdy zmęczył się, powiedział do owcy: "Wolę ciebie niż tych dziewięćdziesiąt dziewięć"".

108 Rzekł Jezus: "Kto napił się z mych ust, stanie się takim, jak ja. Ja sam stanę się nim i tajemnice zostaną mu objawione".

109 Rzekł Jezus: "Królestwo podobne jest do człowieka, który ma na swym polu skarb, a nie wie o nim. Po śmierci pozostawił go swemu synowi. Syn nie wiedząc [o skarbie] wziął pole, sprzedał je, a ten, który je kupił, przyszedł i orząc [znalazł] skarb. Rozpoczął dawać pieniądze na procent tym, którzy je chcieli".

110 Rzekł Jezus: "Ten, kto znalazł świat stając się bogatym, niech sprzeciwi się światu".

111 Rzekł Jezus: "Niebo wywróci się i ziemia w waszej obecności, a żywy z Żywego nie ujrzy śmierci ani strachu, gdyż Jezus rzekł: "Kto znalazł samego siebie, tego świat nie jest wart".

112 Rzekł Jezus: "Biada temu ciału, które zależy od duszy. Biada tej duszy, która zależy od ciała".

113 Zapytali Go uczniowie Jego: "W jakim dniu nadejdzie królestwo?" "Ono nie nadejdzie wtedy, gdy go wyczekują. Nie będą mówić: "Oto tutaj, albo oto tam", lecz królestwo Ojca rozszerza się na ziemi, a ludzie go nie widzą".

114 Rzekł im Szymon Piotr: "Niech Mariham odejdzie od nas. Kobiety nie są godne życia". Rzekł Jezus: "Oto poprowadzę ją, aby uczynić ją mężczyzną, aby stała się sama duchem żywym, podobnym do was, mężczyzn. Każda kobieta, która uczyni siebie mężczyzną, wejdzie do królestwa niebios".



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/2005030707294285

No trackback comments for this entry.
Ewangelia św. Tomasza - prawda? | 12 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Ewangelia św. Tomasza - prawda?
montsegur wto, 8 mar 2005, 13:09:21

Moge od siebie polecic takze lekture tekstow poswieconych temu tematowi, a zamieszczonych na gnostyckiej stronie internetowej. http://www.gnosis.org/naghamm/nhl.html , z ktorej pochodzi cytowany ponizej fragment.

 

“Jednakze akademicy ostro spieraja sie o datowanie oryginalnych tekstow. Niektore z nich pochodza z okresu nie pozniejszego niz ok. 120-150 r.n.e., jesli Ireneusz, ortodoksyjny biskup Lyonu, piszacy ok. 180 r.ne. deklaruje, ze heretycy “dumni sa ze posiadaja wiecej ewangelii niz ich istnieje” oraz skarzy sie, ze w jego czasach takie pisma osiagnely juz szeroki zasieg – od Galii poprzez Rzym, Grecje i Azje Mniejsza.

 

Quispel i jego wspolpracownicy, ktorzy jako pierwsi opublikowali Ewangelie Tomasza, sugerowali date ok. 140 r.n.e. dla oryginalu. Niektorzy zas uwazali, ze skoro ewangelie te sa heretyckie, to musialy zostac napisane pozniej niz ewangelie Nowego Testamentu, ktore datowane sa na lata ok. 60-110 r.n.e. Niedawno jednakze professor Helmut Koester z Harvard University zasugerowal, ze zbior powiedzen w Ewangelii Tomasza, choc skompilowany ok. 140 r.n.e. moze zawierac pewne tradycje starsze nawet niz ewangelie nowotestamentowe, “byc moze nawet tak wczesne jak druga polowa pierwszego wieku( (50-100) – czyli tak wczesne jak Marek, Mateusz, Lukasz czy Jan lub nawet wczesniejsze.”  (p. pelny tekst: http://www.pbs.org/wgbh/pages/frontline/shows/religion/story/pagels.html )

 

 

Wskazuje sie rowniez na pewne fragmenty papirusow znalezione w Gornym Egipcie, “gdzie niegdys stalo greckie miasto Oxhyrhyncus”:

 

“zawieraja one fragmenty tekstu posiadajacego powiedzenia bardzo podobne do Ewangelii Tomasza. Sa one tak podobne, ze faktycznie slowa i cale wyrazenia moga byc niejednokrotnie uzyte do wypelnienia brakujacych fragmentow Ewangelii Tomasza i vice versa. Niektore z owych wyrazen sa identyczne. Jednakze te teksty sa spisane po grecku. Wielu badaczy Nowego Testamentu uznalo te trzy fragmenty papirusu za czesc jednego, utraconego zbioru wypowiedzi przypisanych Jezusowi”.(p. http://www.thethomasgospel.com/history.htm ).

 

 

Fakt, ze manuskrypt z Nag Hammadi ma postac kodeksu, swiadczy w istocie jedynie o tym, ze ten konkretny manuskrypt jest pozny. I nikt ze znawcow przedmiotu nie twierdzil, ze jest to jego pierwsza kopia. Bo jesli cokolwiek pewnego – odnosnie historii powstawania “Tomasza” – udalo sie do tej pory ustalic, to to, ze ten zbior ulegal modyfikacjom w miare uplywu czasu.

 

Nikt nie potrafi jednak udowodnic ani tego, ze “Tomasz” to pierwotna wersja nauczania Chrystusa, ani tez tego, ze stanowi jedynie “kopie” niektorych wypowiedzi z ewangelii kanonicznych. Ostateczne rozstrzygniece jeszcze przed nami – o ile w ogole bedzie mozliwe.

 

 

 

Cheers!!!

 
Ewangelia św. Tomasza - prawda?
Euzebiusz śro, 24 sie 2005, 23:22:26

"Szczęśliwy lew, którego zje człowiek. I lew stanie się człowiekiem. Przeklęty człowiek, którego zje lew. I człowiek stanie się lwem" (fragment 7)... zapewne znany jest Wam ten fragment. No właśnie. Pochodzi z domniemanej ewangelii św. Tomasza. Nurtuje mnie ten problem od dłuższego czasu... Studiuję masy materiału na ten temat... i nie mogę się nadziwić jak i z jakiej racji uczeni księża czy też historycy nazywają niektóre logie nawet absurdalnymi? Po głębokich przemyśleniach uważam iż jestem w stanie wytłumaczyć każdą logię w owej Ewangelii. Na przykład powyższy fragment który przytoczyłem a który został uznany za niezrozumiały i wlasnie absurdalny przez nie jedną "tęgą" głowę... Może w nim być mowa o odwiecznej walce dobra ze złem...Lew (jego paszcza) - zło(diabeł), człowiek (tu ofiara) - dobro... Zło cieszy się gdy człowiek zaczyna pojmować jego rozumem... Wtedy owe zło jakby wnika w człowieka... zło "staje się" człowiekiem. Napisane jest iż przeklęty jest ten kto da się zjeść przez zło... pozwoli złu by zawładnęło człowiekiem... W koncu gdy diabeł wejdzie w człowieka...on sam staje się złem... staje się diabłem... Nie wiem, być może się mylę ale nie widzę w ewangelii św. Tomasza nic absurdalnego... czy niezrozumiałego (przynajmniej dla mnie)... człowiek który przeczyta wypowiedzi tych uczonych nawet nie zastanowi się nad tym czy mają rację czy też nie... Ja się zastanowiłem i skupiłem... Następny fragment: "Oto poprowadzę ją, aby uczynić ją mężczyzną, aby stała się sama duchem żywym, podobnym do was, mężczyzn. Każda kobieta, która uczyni siebie mężczyzną, wejdzie do królestwa niebios" (fragment 141). Rozumiem to następująco... Apostołami byli tylko mężczyźni... Te słowa wypowiadał własnie do nich... Tylko Oni byli instruowani z ust Jezusowych... W moim przekonaniu chodzi tu o kobiety które nauczając, praktykując religię, siejąc ją, tak jak owi Apostołowie (tu mężczyźni) wejdą do Królestwa Niebios... myślę że chodzi tu o takie przesłanie... z całym szacunkiem... Pan Roman Zając (którego wiele artykułów miałem okazję czytać)...uznał fragment za niezrozumiały. Oczywiście nie jestem ekspertem ani wyrocznią w sprawach na ten temat lecz jakiej wyjaśnienie całkiem faktyczne jednak potrafię znalesc... Być może nie napisał tego sam św.Tomasz ale co gdyby był to Jego uczeń któremu pozostawił słowną spuściznę sam Święty? Może to nie wymysł gnostyków...Dlaczego Kościół i uczeni jednak tak negują tę Ewangelię...? Panie Romanie... To że w owych czasach tamtejsi kapłani uznawali tylko 4 Ewangelie nie znaczy że nie istniały inne... równie prawdziwe...mogło to wynikać na przykład z Ich niewiedzy... Chciałbym wiedzieć co redakcja sądzi o moich przemyśleniach...czy podziela moje zdanie czy też nie...? Czy może tylko częściowo... a może w ogóle się mylę... Proszę o ustosunkowanie się... Z pełnym uszanowaniem.......Euzebiusz.

 
Ewangelia św. Tomasza - prawda?
Xylomena nie, 23 paź 2005, 17:26:40

 

 Całkiem konkretnie o wejściu do królestwa niebios dla kobiet.

 

         W wieku 30 lat dosięgła mnie ok. tygodniowa niesprawność w zakresie bieżącego zapamiętywania. Stan był pogarszający z dnia na dzień - skracał się czas umożliwiający kontrolowanie własnych czynności, ich celowości.
       Z drugiej strony mogłam swobodnie analizować znaczenie jakiś sentencji egzystencjalnych zasłyszanych w przeszłości i odczuwałam silny imperatyw dokonania wyboru, z którym powinnam się śpieszyć w celu zapobieżenia skracaniu pamięci. Ale ponieważ jedyna konkluzja filozoficzna, którą dopasowałam do swojego stanu brzmiała: "Kto z duchem swoim, ten go traci.", to w ogóle nie mogłam pojąć czego ów mój wybór miałby dotyczyć, na czym miałoby polegać zamanifestowanie, wypróbowanie, postawy przeciwstawnej (jeżeli rzeczywiście w tym tkwiła przyczyna zaburzenia). W okolicznościach swojego życia nie dostrzegałam, żadnej gwałtownej zmiany, nie mówiąc o wyborze własnym, którego należałoby się chwycić do takiej dedukcji logicznej. Zaczęły się ferie zimowe, więc nawet byłam zrelaksowana, że odpadło mi prowadzanie dzieci do szkoły (jednej córki do "zerówki", ale z jej półtoraroczną siostrą, a najstarsze dziecko - syna - zawoziłam do szkoły społecznej w innym mieście, którą miał po tym roku szkolnym przerwać zgodnie z wolą ojczyma i powrócić do szkoły państwowej). Uznałam, że to co się ze mna dzieje, to musi być taki etap starzenia organizmu, jak koniec pracy grasicy w wieku dojrzewania, tylko że to coś na co jest pora wyłączenia się, ujawniło u mnie jakąś niewydolność mózgową (w porównaniu z osobami sprawnie funkcjonującymi).
      Dramatycznie starałam się utrzymywać codzienne czynności,,jakby tylko one były w stanie odwlekać moją całkowitą niesprawność umysłową. Śledzenie wszelkich tekstów pisanych i mówionych początkowo przestało mnie tylko inreresować, ale w końcu dostrzegłam, że mnie nachodzi wtórny analfabetyzm, bo nie  jestem w stanie rozumieć o czym czytam. Moje pojmowanie skróciło się do obejmowanie maksimum dwóch zdań (jednej konkluzji), więc przy wszelkich dłuższych wywodach tekst stawał się sieczką. Nawet wysłowić się nie potrafiłam w zdaniach dłuższych niż dwuzdaniowe, bo zapominałam do czego zmierzam. Pamięć skróciła mi się tak bardzo, że aby dokończyć sporządzanie posiłku lub tylko przejść z kuchni do łazienki potrzebowałam ustawicznego przypominania sobie celu w myślach: "Idziesz do łazienki, idziesz do łazienki..." Ogarniała mnie na zmianę płaczliwość, że ja nic nie poradzę na tą katastrofę, która się zbliża (progresja dawała poczucie nieuchronności demencji, zbliżającej się nienaturalnie szybkimi krokami) i panika, że tu jeszcze jest jakaś możliwość działania zaradczego, tylko muszę zdążyć ją odkryć przed końcem procesu.
    Siłą rzeczy emocjonalnie również wysiadałamn np. oglądanie telewizji przygnębiało, a właściwie budziło lęk, że ludzie na tym świecie nie umieją mówić o co im chodzi, czego chcą. Nie musiałam się zmuszać do oglądania telewizji, ale w kilka dni poźniej ten sam lęk zaczęłam odczuwać wobec własnych dzieci, że nie rozumiem tego co czują i nie umiem rozwiązywać problemów, które mi zgłaszają, więc po co w ogóle do mnie mówią (czy mają w tym jakiś ukryty cel?). Tylko utrzymywanie się krytycyzmu, że to ja szwankuję, przynosiło refleksje, że moje myśli stają się coraz bardziej przerażone otoczeniem, a tym niebezpieczne. Widziałam, że dzieje się ze mną coś więcej niż utata empatii i utożsamiania z ludźmi (to by przyniosło jedynie apatię, depresję). Bałam się patrzeć w lustro, bo uważałam, że mój wygląd jest nie do zrozumienia, nie trzyma się logiki, tylko że nie mogłam pojąć jakiej. W każdym razie z całkowitą utratą rozumu spodziewałam się ogladać w odbiciu tylko upiora, więc nie chiałam się przekonywać czy ten moment już nadszedł i unikałam sprawdzianu. Mój stan był obłędem i wszystkimni chorobami psychicznymi naraz wziętymi.  Szczęście w nieszczęściu polegało tylko na tym, że negowałam to jako normę i pragnęłam wydobycia się. Hamowałam się przed zrzuceniem z siebie młodszej córki przywykłej do zasypiania na mnie, chociaż ogarniały mnie koszmarne myśli, że ona jest świadoma wysiadania mojego umysłu i zachowuje się tak specjalnie, wyczekując przemiany we mnie umożliwiającej jej posilenie moją krwią. Na topie w tym czasie był przebój muzyczny zespołu Hey, który prześladował mnie natrętnie: "Nic, naprawdę, nic nie pomoże, jeśli ty nie pomożesz nic milości!" i nie mogłam słuchać jego minorowej tonacji. Starałam się nie ulec myśleniu, że wszyscy są wtajemniczeni w tragedię, która się we mnie rozgrywa.
    Zwrócenie o pomoc do lekarza nie było niczym prostym, bo jak to wszysko wysłowić w dwóch zdaniach, nawet pokonując trudność dotarcia tak daleko (w porównaniu z przejściem z pomieszczenia do pomieszczenia w jednym domu)? Potrzebowałam świadka, który za mnie mógłby wytłumaczyć mój stan lekarzowi. Teoretycznie do takiej roli nadawał się mój mąż, chociaż mało obecny w domu, a i podczas obecności zaszywający się w swoim gabinecie piętro wyżej.  Ale mój mąż nie miał zmysłu obserwacyjnego i jak mu się nie mówiło na co ma patrzeć, to tego nie widział, tylko chodził zamyślony nad tworzonymi przez siebie programami komputerowymi, ewentualnie mówił do siebie broniąc ich walorów przed kimś hipotetycznym (a właściwie miażdżąc tego kogoś swoim kpiącym tonem).  Chcąc mieć świadka choroby, musiałam spróbować mu najpierw wytłumaczyć, że jestem chora. Prośba o pomoc i tłumaczenia, że dzieje się ze mna coś złego, sprawiły mężowi przyjemność (był wyraźnie zadowolony, że w nim szukam oparcia), ale nic z nich poza tym nie wynikło. W dalszym ciągu tylko ja dostrzegałam, że praca mojego mózgu jest ułomna i że trzeba coś z tym zrobić, bo będzie jeszcze gorzej. Jak mówiłam o swojej nieumiejętności odbierania wiadomości z telewizji, to mąż mnie pocieszał, że to prawidłowe, ponieważ ludzie tam występujący niczego nie mówią, tylko inkasują pieniądze za odczytywanie bełkotu, którego sami nie pojmują. Jak tłumaczyłam, że boję się własnych dzieci, to też uznał za zjawisko w pełni zrozumiałe, kwitując, że dzieci w istocie to są potwory i tak ich trzeba traktować, a przez to, że uparłam się widzieć w nich ludzi, to jestem wykończona psychicznie, bo robią ze mną co chcą. Im bardziej starałam się uzmysłowić mężowi, że tracę nad sobą kontrolę, tym sprawniej dowodził mi, że dzieje się coś wręcz przeciwnego - pozytywnego. Z jego punktu widzenia było to tylko upodabnianie do niego samego, więc - dojrzewanie (6 lat starszy ode mnie). Za  leczącą receptę uznał objaśnienie: "Nie jesteś Bogiem." jakby to był mój problem według niego, wypytując przy tym kim jest dla mnie Jezus Chrystus... Nie mogłam pojąć intencji. Czy pytał jako osoba trzeźwiej myśląca, bo tylko po sakramencie Chrztu (ja miałam jeszcze Komunię)? Przypuśćmy, że chce mi wytłumaczyć, że wiara w Jezusa szkodzi na szare komórki... Ale dlaczego taką wiarę przymierza do mnie, skoro w sprawie niechodzenia do kościoła i nie wzięcia ślubu kościelnego byliśmy zawsze zgodni? Po czym ten człowiek chciałby poznawać zgodność z sobą w sprawie wiary, skoro dotąd nie poznaje? Często odczuwałam swoje zaangażowanie w małżństwo jako jałowe, ale w tych okolicznościach jego szukanie winy za mój stan w Jezusie, albo Kościele, z którym wcale nie utrzymywałam kontaktów, odczułam wyjątkowo dotkliwie, zdradziecko. Nie chciał mi pomóc, bo nie byłam mu dość poświęcona? Odwróciłam pytanie. I wcale nie umiał powiedzieć, kim jest według niego Jezus - z jaką teorią porównuje mój światopogląd. Śmieszyło go tylko, że jest niesprawny w tłumaczeniu. A ja już umiałam powiedzieć. Jeszcze umiałam, więc odpowiedziałam, kim dla mnie jest Jezus Chrystus.
    Reakcje lekarza wyobraziłam sobie jako równie przemądrzałe, jak męża, i nie na temat. Wprawdzie mogłam zaryzykować i opisać lekarzowi swoje objawy jego językiem fachowym i jednym zdaniem powiedzieć, że widzę w sobie objawy wyodrębnione przez Alzheimera, ale obawiałam się, że w moim wieku, będę wzięta za osobę dowcipkującą, albo obrażającą lekarza próbą instrumentalnego traktowania (nie dając mu się wykazać samodzielną dedukcją), a nie za posługującą skrótem myślowym z niewydolności wysławiania. Natomiast niebaczne dojście do psychiatry w celu naszprycowania psychotropami (wykluczania histerii) uważałam za niebezpieczny utrwalacz w takim stanie mózgu, bo co mi z tego, że ktoś na sekcji zwłok połapie się, że popełnił błąd (zresztą do przeprowadzenia sekcji, pacjenci psychitryczni muszą być w szpitalu, a kto mnie zamknie z powodu "wmawiania sobie" choroby Alzheimera - orzekną zwykłą hipohondrię).
   Analitycznie potrafiłam myśleć  w długich ciągach i bez problemów, z wyjątkiem osiągnięcia tej jednej konkluzji - co ja właściwie mam zrobić. Szukanie tej odpowiedzi nasuwało się priorytetowo i samoistnie. Przed  każdą moją czynnością w sposób iście fizyczny stawało pytanie - po co ja to robię - bo bez precyzyjnego i ustawicznego odpowiadania na takowe (werbalizowania wyjaśnienia w myślach), nie działałam. Nie mogłam sobie pozwolić na relaks w myśleniu, jeżeli chciałam podnosić się z łóżka i czuć sprawność fizyczną.  Galopada myśli była męcząca i nie dawała sypiać (z pojawieniem marzenia sennego zaczynały się bolesne wyładowania elektryczne - pstryknięcia, ktore wybudzały), ale jednak przedłużała funkcje życiowe. Dzień rozmowy z mężem, to już był taki dzień po przeminięciu którego, spodziewałam się stać rośliną nieświadomą, że robię pod siebie. Byłam po trzech nieprzespanych nocach. Wiedziałam, że to mój dzień ostatni, w którym jestem zdolna do rozmowy, dlatego takową podjęłam (choć nie dziwię się ludziom, którzy tego nawet nie próbują, bo jasność widzenia, że na ten stan nie da się uzyskać lekarstwa, a co najwyżej trutkę, nie przemawia za rozmawianiem o tym z kimkolwiek).  W takim ostatnim dniu jest już tylko jedna kwestia do rozważania - czy podciąć sobie żyły dla zapobieżenia takiej całkowitej wegetacji, czy jednak uraczyć rodzinę (czy jakiś ludzi w szpitalu) tym gipsem. Strach o siebie też w takim stanie popycha do samobójstwa, bo przecież funkcjonująca świadomość gdzieś tam się podzieje nawet przy zupełnym niekontaktowaniu ze światem - jakieś obrazy będzie dawała - a co, jeśli to będzie tylko nieprzerwany koszmar, na podobieństwo tego co już się dzieje? Kto go wówczas skróci? W wieku 30 lat można nie doczekać śmierci naturalnej i przez 10 lat, i 30 kolejnych.


      Z takich czy innych powodów, w nocy mogłam zasnąć, chociaż w sposób nietypowy. Miałam sen (a raczej jakiś etap śmierci czy zupełnego wyczyszczania pamięci),  w którym moja jaźń nie była związana z moim ciałem, ani żadnego człowieka, tylko z niebem, w którym byłam obecna zmysłem wzroku, bezcieleśnie i statycznie (bez możliwości poruszania). Niebo było puste, aczkolwiek w jakimś sensie osobowe same sobą, ponieważ w sposób bardzo czuły potrafiło odwzorowywać moje doznania. Najpierw uczucie strachu - ciemnym zachmurzeniem i drżeniem. Na moje zaciekawienie - kto tu się boi - roztąpieniem pochmurności. Uczucie ulgi pociągnęło za sobą roztańczenie się drobnych białych chmurek w kręgu. A na owo wdzięczenie się nieba nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który zaowocował słonecznym blaskiem na czystym nieboskłonie. Było mi tak dobrze, że tylko durna przeszłość w porównaniu z tym zaczęła mi uwierać, więc zapragnęłam ogarnąć to rozumem: I czego ja się prze całe życie tak strasznie bałam? Na co usłużnie przyfrunęła pod mój wzrok Ewangelia otwierając strony do zagłębiania w lekturze. Czytałam rodowód Jezusa z przyjemnością rozumienia, a nawet czując zabawiana jego prostotą, ale z postępowaniem olśnienia najważniejszy stał się wniosek, że przecież ludzie tego nie rozumieją... Targnęła mną potrzeba natychmiastowego podzielenia się tak dobrymi wiadmościami (bez doczytywania do końca). To uczucie automatycznie wypchnęło mnie z nieba i obudziłam się cielesna. Tłumaczyć Nowego Testamentu nie umiem jednak nic - nie pamiętam co ja z tego rozumiałam - więc nie mam poczucia misji. A nawet przeciwnie - doskwiera mi nieumiejętnośc znalezienia sobie takowej,  czy choćby tylko niezachwianego przekonania, że to czy tamto napewno warte jest wysiłku, determinacji. Mam większe zaufanie do swoich działań intuicyjnych, niż wyrozumowanych. Sprawność mojej pamięci wróciła do stanu nie wymagającego ustawicznej werbalizacji celu czy układania w myślach zdań przed ich wypowiedzeniem. Piszę i czytam swobodnie długie teksty (oczywiście pod warunkiem, że w zakresie pojęć dla mnie zrozumiałych). Medytowanie dopada mnie w każdym niezagospodarowanym czasie i jest dla mnie łatwe, ale nie lubię dochodzenia do roztrzygnięć, tym sposobem, przez wspomnienie dojścia do zejścia tą drogą.
     Wiele lat po tym zaburzeniu wysłuchałam opowieści sąsiadki o niezwykłym śnie, o niebie. Ta starsza pani przez kilka miesięcy znajdowała się w śpiączce, zapadłwszy na nią  chwilę przed przejechaniem jej nogi przez pociąg - jest osobą chorą na cukrzycę, którą gwałtownie przewrócono podczas dokonywania rabunku i akurat przy przejeździe kolejowym, gdzie się zatrzymała. Jej sen różnił się od mojego - nie był przyjemny. Zbieżne było tylko to, że poprzedził on powrót do przytomności. W niebie nie była ona uwolniona od przejmującego bólu nogi amputowanej w łydce. Z bólu myślała tylko o swojej męce, na co niebo zapełniało się coraz większą ilością fruwających świeczników siedmioramiennych. Zirytowana pomyślała, że to niebo jest strasznie głupie, skoro urządza jej żydowski pogrzeb i na dodatek nikogo w nim nie ma. Natychmiast świeczniki zostały zastąpione mnogością pojedyńczych fruwających oczu wpatrujących w Nią natrętnie, ale ból nie przemijał. Kobieta tylko zdenerwowała się taką przemianą, która nie pociągnęła ulgi. Nie tak była uczona o niebie i w ogóle gdzie te anioły? Jak na zawołanie zbliżyła się do Niej cudowna kobieta. Zmarła poczuła skłonność do wybaczenia i pogodzenia z miejscem w którym się znalazła, o ile anioł zechciałby jej powiedzieć, kiedy minie ten piekielny ból. Wiadomość od anielicy nie była jednak pocieszająca, bowiem zapowiadała mękę bez końca - wieczną... Chora, słowo - wieczność, od razu skojarzyła z wiecznym odpoczynkiem i poczuła niewysłowioną krzywdę, za którą wiedziała komu wygarnąć. Na myśl, że powinna dorwać jakiegoś księdza i powiedzieć mu co myśli o jego nawracaniu ludzkości, oprzytomniała we własnym ciele. Widać mówienie w niebie jest absolutnie niedozwolone... A staruszka nie chodzi już do kościoła, szczególnie po szczerej rozmowie z księdzem jeszcze w szpitalu - że nie wierzy on w Boga, ale może ją zapewnić, iż po prawdziwej śmierci jej dusza nie czułaby bólu,  a napewno nie na wieki. Góra - trzy dni, niczym dla Chrystusa w piekle?
    

Małgorzata Karska-Wilczek

 

---
Xylomena

 
Ewangelia św. Tomasza - prawda?
heinrichboll wto, 14 mar 2006, 07:48:46

Umiescilem wlasnie na Kosciol.pl prace "Jezus historykow", pokazujacy zupelnie inne, wrecz przelomowe znaczenie odkryc w Nag Hammadi dla rozumienia przez historykow wczesnego chrzescijanstwa. Nie Ewangelia Tomasza tu ma znaczenie, ale jej zrekonstruowany obecnie pierwowzor. Cytuje fragment mojego artykulu:

James M. Robinson, prawdopodobnie najwiekszy znawca tekstow z Nag Hammadii, autor ksiazki "Ewangelia Jezusa. W poszukiwaniu oryginalu Dobrej Nowiny" - uwaza, ze podzialowi na chrzescijanstwo pogan (Pawlowe) i chrzescijanstwo zydowskie odpowiadalo istnienie u samego zarania dwoch, a nie jednej ewangelii - Ewangelii Marka (narracyjnej) i Ewangelii Q (zbioru wypowiedzi Jezusa, obecnie zrekonstruowanej na podstawie Lukasza, Mateusza i Tomasza). Od "bardzo wczesnego okresu istnialy dwa "wyznania" w chrzescijanstwie, kazde z wlasna ewangelia"

---
heinrichboll@poczta.onet.pl

 
Ewangelia św. Tomasza - prawda?
konfolut pią, 17 lis 2006, 10:15:49
Dzięki Ewangelii św. Tomasza zrozumiałam, że zawsze kochałam Boga i wierzyłam. Zwykła, nudna, obrazkowa kościelna wiara nie pozwalała mi tego dostrzec. Kościół zgubił już dawno Boga, pomiędzy klęczeniem, klepaniem "modlitw" a ikonami świętych, którzy niczym nie różnili się od nas samych. Kościół swymi czynami jak i sama religia były dla mnie tak odpychające, że znalazłam Boga na nowo. Wiem dlaczego Kościół boi się tej Ewangelii. Odpowiedź jest w słowach "Królestwo Boże jest w was i wokół was, nie w pałacu z drewna i kamienia. Królestwo Boże jest w was i wokół was, nie w budynkach z drewna i z kamienia. Rozłup kawałek drewna, a będę tam". Przecież to właśnie jest niezbity dowód na to, że Kościół jako instytucja bankowa, którą niestety teraz jest, jest zupełnie niepotrzebny, bo Bóg jest w nas i naokoło nas. Kiedy usłyszałam pierwszy raz te słowa, mając 17 lat, zrozumiałam. Zrozumiałam, że zawsze kochałam Boga i to żywą miłością a nie wynikającą ze strachu jak nauczya Kościół--> nie będziesz chodził na msze święte, spalisz się w piekle. Kościół zawsze straszył Bogiem, bo religia Chrześcijan, tak jak i inne religie (może z wyjątkiem Buddyzmu, w którym Boga nie ma) powstała do czerpania zysków poprzez manipulację ludźmi. Dzięki ustanowieniu dni świętych i rytualnych modlitw, których schematy są czysto pogańskie, zyskano kontrolę nad ludźmi. Ludzie boją się nieznanego, więc łatwiej jest powiedzieć "płać podatki, bo jak nie to spotkasz się z diabłem" niż "płać podatki, bo chcę sobie coś kupić". Ktoś, kto wymyślił jakąkolwiek religię był geniuszem, bo zarobił na tym świetnie a najśmieszniejsze jest, że taka tradycja przetrwała do dzisiaj. Kiedy czytam o początkach chrześcijaństwa i o tym, jak wiele razy Biblia została zmieniania na zamówienie, bo nowemu władcy przydały się pewne opowieści o tym i o tamtym, aby uwiarygodnić jego rolę i siłę, to chce mi się śmiać. Ewangelia św. Tomasza przekreśla Kościół, jego hierarchię, bezlitosną politykę i potoki pieniędzy. Ewangelia św. Tomasza jest najlepszą i najmądrzejszą Ewangelią i można ją niemal całą przeczytać i nawet nie wiecie jak łatwo ją znaleźć. Kościół zawsze będzie kryć niewygodne sprawy dla siebie i ja to rozumiem- każdy chroni swoje interesy, ale nie rozumiem wtedy czemu udaje, że krzewi w ludziach miłość. To jest błazenada. Takiej hipokryzji świat nie widział. Zapytajcie się sami czemu Kościoł tak boi się lustracji... Bo diabły boją się święconej wody. Dobry, czysty człowiek nie miałby się czego bać i dobrowolnie poddałby się czemuś, co miałoby wskazać czy kłamie czy nie. Dla niego byłoby to oczyszczenie i wzmocnienie a Kościół się trzęsie na samą myśl. A kto najbardziej się boi? Kardynał Dziwisz. Zwróćcie na to uwagę... (niczego wcale nie sugeruję, ale przypominam, że wybór Karola Wojtyły na papieża był posunięciem politycznym). Lubię zwykłych, prostych księży, którzy naprawdę kochają Boga i ludzi i którzy nie zajmują się polityką, ale oni nigdy nie dochodzą do wyższych stołków, bo są zbyt czyści. Jakby tak wejść do archiwów Watykańskich...
 
O Kościele (odpowiedź na błądą myśl powyższego skomentowania)
Łukasz T sob, 18 lis 2006, 15:37:10

Z Ewangeli św. Mateusza (Mt 16.8) czytamy : "Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr (czli Skała), i na tej Skale zbuduje Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą" - Czyli to Pan Jezus wybrał Piotra aby założył Kościół, a diabeł uderzając na skałę i na Kościół na niej założony - nie zycięży go.  Dalej " I tobie dam klucze do królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie". Czyli to co napisał powyższy użytkownik "konfolut" myli się, ponieważ to co założył Apostoł Piotr jest związane w niebie. A on przecież założył Kościół.

Czytając z listu do Efezjan( Ef 5,21-23 .25)" Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! Żony niechaj będą poddane swym mężom,  jak Panu bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła...Mężowie miłujci żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie..." Można jeszcze dalej sobie samemu przeczytać, ale to jest najważniejsze.

Teraz zacytuje osobno żeby nie mieszać z innego i nowszego niż ja mam wydania Pisma Świetego.(tamta jest Tysiąclecia, a teraz Gdańska) .

1 Koryntian 3:17  A jeźli kto gwałci kościół Boży, tego Bóg skazi, albowiem kościół Boży święty jest, którym wy jesteście.

Efezjan 5:25  Mężowie! miłujcie żony wasze, jako i Chrystus umiłował kościół i wydał samego siebie za niego.

Efezjan 5:29  Albowiem żaden nigdy ciała swego nie miał w nienawiści, ale je żywi i ogrzewa, jako i Pan kościół.

Napisze jeszcze w osobnym komentażu, dalczego tak ważny jest Kościół


---
Łukasz T

 
Jak ważny jest Kościół i co takiego jest w nim ważne
Łukasz T sob, 18 lis 2006, 17:06:06

J 6:51-58
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

1Kor 11,23-26 "Albowiem ja przejąłem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której był wydany, wziął chleb, a podziękowawszy, złamał i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje za was wydane; to czyńcie na pamiątkę moją. Podobnie i kielich po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich to nowe przymierze we krwi mojej; to czyńcie, ilekroć pić będziecie, na pamiątkę moją. Albowiem, ilekroć ten chleb jecie, a z kielicha tego pijecie, śmierć Pańską zwiastujecie, aż przyjdzie”

W Kościele odbywa się uczta eucharystyczna, na którą każdy został zaproszony, bez której spożywania nie będzie się zbawionym. Pierwsze Kościoły były zakładane przez Apostołów, które spełniają życzenie Pana Jezusa, czyniąc to na Jego pamiątkę

Bardzo zachęcam do przeczytania objawień bo one bardzo budują wiarę, jak np. w Fatime. Jeśli chodzi o wielkość Kościoła przeczytajcie o mszy św. stygmatyka ojca Pio, czy też o objawieniu Matki Bożej -Cataliny Rivas jak dołączają się aniołowie czy nawet sama Najświętsza Maryja Panna do udziału w każdej mszy św. odprawianej w Kościele.

---
Łukasz T

 

Szukaj

Polecamy



EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 9,892 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń