Świadkowie Jehowy?
gosc śro, 9 sie 2006, 18:55:50 Odsłon 10,870
Czy Świadkowie Jehowy, których oficjalna nazwa to Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy, faktycznie są chrześcijanami?Pytanie to należy do niezwykle kontrowersyjnych. Większość Kościołów i Kościelnych Wspólnot Chrześcijańskich jest jednak zdania, że Świadkowie Jehowy nie są chrześcijanami. Wśród podstawowych kryteriów chrzęścijaństwa wymienia się: Chrzest Święty wodą w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego oraz wyznanie wiary w Symbolu nicejskim.
Świadkowie Jehowy nie spełniają obu tych warunków. Przede wszystkim obrzęd zanurzenia w tej wspólnocie nie zawiera formuły trynitarnej. Jego przyjęcie i postępowanie drogą Chrystusa ponadto nie zapewnia zbawienia (albowiem zbawionych ma być tylko 144 tys.). Co więcej w wyniku "chrztu" Świadek Jehowy nie staje się członkiem Kościoła, ale Organizacji. Brakuje więc formuły jak i intencji.
Natomiast odrzucając symbol nicejski Świadkowie Jehowy odrzucają podstawową prawdę wiary chrzęscijańskiej, naukę o Trójcy Świętej. W nauczaniu bowiem, uznają tylko Boga Ojca, a Duch Święty jest bezosobową siłą. Jezus Chrystus zaś nie jest Bogiem.
Oczywiście można by wymienić jeszcze kilka innych powodów, dlatego w kwestii nieuznawania Świadków za chrześcijan Kościoły Chrystusowe pozostają na ogół zgodne. Jednakże te przytoczone wydają się być wystarczające.
Jakub Sowiński

---
"Myślę, że mylicie kolejność. Nie można mówić, że Jezus wyrasta ponad historię, bez wcześniejszej próby umieszczenia go w niej" (Geza Vermes)
---
Syllabus Błędów Piusa IX, nr 55: "Kościół ma być oddzielony od państwa, a państwo od Kościoła."
---
Bogurodzica! Dziewica! Bogiem sławiena Maryja!
---
Umiemy już latać w powietrzu jak ptaki i pływać w wodzie jak ryby, ale nie znamy prostej sztuki życia razem jak bracia. autor: Martin Luther King
No cóż rozumiem, że te kryteria uznania za chrześcijan autorowi zostały prywatnie " objawione " , bo że w NT ich nie ma nie stanowi przeszkody.
Oczywiście fakt, że NT kilkakrotnie mówi o chrzcie - w Imię Jezusa - a zarówno Piotr i Paweł nie posłużyli się ( przyjamniej ja o tym nie słyszałem ) pojęciem występującym w Symbolu Nicejskim, tj. " homoousios " ( gr. współistotny ) tak jak cały NT nie używa tego słowa, autorowi nie przeszkadza.
Brak mi słów na określenie osoby, która odmawia bycia chrześcijaninem tylko z powodu innego rozumienia NT. Jakiego ducha trzeba mieć aby odważyć się tak napisać ? !
PS. Nie jestem ŚJ.
Bardzo zabawnie zersztą zabrzmiały argumenty w rodzaju "nie są chrześcijanami, bo nie uznają Trójcy Świętej", a jeden z użytkowników w jednej linii usadowił wyznawców islamu i... arian. Niezorientowanym przypominam po raz kolejny: nie było nigdy jednoitej interpretacji nauk jezusowych, ani też jedynego słusznego obrazu postrzegania nauczyciela z Nazaretu. Jeżeli za kryterium przyjęłoby się rzeczywiście tylko dogmat o Trójcy Świętej, to jak ustosunkowalibyśmy się do bardzo swego czasu licznego i ważnego nurtu jakim było szeroko pojęte judeochrześcijaństwo? Otóż kontynuatorzy linii Jakuba Sprawiedliwego (zbór jerozolimski - pierwszy i najważniejszy) nie uznawali Jezusa za kogoś równego Bogu Jahwe, lecz za najwyższego ze wszystkich Archaniołów, wcielonego w człowieka - mesjasza. Jak ich w takim kontekście potraktujemy? Jako niechrześcijan?
A drugi przykład jest jeszcze bardziej ciekawy: święty Justyn Męczennik, ojciec kościoła, właściwie pierwszy wykształcony, ortodoksyjny pisarz wczesnochrześcijański, autor "Apologii za chrześcijanami" i "Dialogu z Żydem Tryfonem". Ten, któremu nikt nie odmawia prawa do bycia chrześcijaninem i którego pisma były wzorem dla św. Ireneusza z Lyon - głosił... istnienie dwóch Bogów: wyższego (Ojca, który jest kompletnie niedostępny ludzkiemu poznaniu) oraz niższego (Syna, Jezusa Chrystusa, Słowo Boże, który, według niego, był nawet... prawodawcą judaizmu). W odróżnieniu jednak od Marcjona albo części gnostyków-dualistów Justyn uważał, że istnieje odwieczny związek między jednym Bogiem a drugim, między Ojcem a Synem, i sprzeciwiał się traktowaniu Jahwe jako upadłego demiurga. Ciekawostką jest fakt, że w stosunku do Jezusa Chrystusa używał takiego samego określenia jako judeochrześcijanie: najwyższy Archanioł. Nie wspomnę już tu o kontrowersjach wokół koncepcji św. Klemensa z Aleksandrii.
Arianie i inni antytrynitarze jak widać nie głosili nic nowego, lecz powtarzali te same poglądy i interpretacje, które były obecnie od samego początku w chrześcijaństwe. Świadkowie Jehowy wpisują się więc właśnie w jeden z tych nurtów wczesnochrześcijanskich, charakteryzjących się wiarą w bardzo materialistyczne pojmowanie nadejścia Królestwa Bożego oraz traktowaniem Jezusa jako mesjasza i najwyższego bytu anielskiego. Jednak z drugiej strony rzeczywiście można zauważyć, iż sami ŚJ uważają się za posiadaczy jedynej słusznej prawdy i bynajmniej nie są wolni od ignorancji w kwestii znajomości historii i teologii wczesnochrześcijańskiej oraz judaizmu, czego dowodem jest zbyt duże upraszczanie z ich strony sprawy co do śmiertelności duszy czy zmartwychwstania (wskrzeszenia?) Jezusa.
Do GAIGERA: gdzie wyczytałeś, że ŚJ nie uznają Jezusa za Syna Bożego? Chyba że mylisz pojęcia, bowiem tytuł "Syn Boży" nie sugeruje zaraz samego Boga (co więcej według Pawła także człowiek jest powołany do synostwa Bożego). To jest duże uproszczenie, szeroko rozpowszechnione w tandetnych broszurkach apologetycznych. Termin ten jest wielką zagadką, bowiem wierząc słowom Starego Testamentu tych Synów Bożych (ben Elohim) było znacznie więcej i nikomu z nich nie przypisywano statusu równego Jahwe. Natomiast u Filona Aleksandryjskiego, który dokonał swego rodzaju syntezy myśli świata judaistycznego i hellenistycznego wystepuje pojęcie "Pierworodnego Słowa Boga"; prawdopodobnie z tej koncepcji czerpało chrześcijaństwo nauczając o Chrystusie jako "Jednorodzonym Synu Ojca".
Pomijam już tu uproszczenia, że chrzest w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego ma podlegać wyłącznie interpetcji dogmatu o Trójcy Świętej. Łatwo można sobie wyobrazić sytuację, że chrzci się w imię Najwyższego Boga - Ojca, jego bezosobowej mocy bożej (Ducha Świętego) oraz pochodzącego od nich Syna, który choć jest emanacją Boga, to nie jest Najwyższemu równy. To oczywiście tylko jeden z przykładów, jak można interpretować tak ogólnikową formułkę chrztu.
Jako ktoś, kto zajmuje się pierwotnym chrześcijaństwem nie widzę powodu, aby zawężać koncepcje chrześcijaństwa do wąskiej formułki nicejskiej. Należy brać przykład z judaizmu: w nim górę wziął nurt faryzjeski, ale nie oznacza to, że nie ma tam miejsca dla innych tradycji. W naszym kraju zarejstrowany jest np. Karaimski Związek Religijny: on właśnie nawiązuje do koncepcji saducejskiej, naucza o śmiertelności duszy, nie uznaje zmartwychwstania po śmierci, a Boga traktuje jako jedynego realnego Ducha. Albo potężny nurt jakim jest chasydyzm, wywodzący się z tradycji esseńsko-kabalistycznej, wierzący w metempsychozę i ulegający wpływom rozmaitych ezoterycznych filozofii. Ale nie spotkałem się, żeby ktoś owych pobożnych chasydów nie uznawał za wyznawców judaizmu. Warto więc pod względem tolerancji rozmaitych tradycji brać przykład ze Starszych Braci w wierze.
Pozdrawiam. Raf
---
"Wszystkie przenośnie są imionami dobra i zła: nie przemawiają one, przyzywają tylko. Głupcem ten, kto chce od nich wiedzy." Tako rzecze Zaratustra (Nietzsche)
---
Ajm ochydny katol, bo: Modle sie DO swietych CZCZĄC obrazy i figury, jem kaszanke WIERZĄC W Niepokalane Poczecie :]
---
A ja odniosłem to do siebie samego i do Apollosa przez wzgląd na was, bracia, abyście na nas się nauczyli nie rozumieć więcej ponad to, co napisano. (1 Kor 4,6)