Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Seks w małżeństwie - co można a czego nie?

Zastanawiam się ostatnio poważnie nad tym, jak (według Kościoła) może wyglądać seks po ślubie. Konkretnie - co można a czego nie? Co jest dozwolone podczas "gry wstępnej"? Czy można poprzestać na igraszkach miłosnych (pobudzanie oralne, wspólne masturbowanie itp.) nie dochodząc do orgazmu? Jak pozostać w zgodności z metodami naturalnego planowania rodziny: Czy w okresie płodnym mężczyzna może doprowadzić żonę do orgazmu samemu go nie osiągając? Czy wspólne masturbowanie się jest dozwolone? Czy są jakieś opracowania tematu seksu w małżeństwie przedstawione w sposób prosty i nie pozostawiający wątpliwości co można a czego nie? (jeżeli tak to proszę o linki lub tytuły książek/artykułow).

Kościół nie nakazuje żadnego konkretnego ułożenia podczas aktu małżeńskiego, podobnie jak nie decyduje, na którym boku lepiej spać, czy też, w którą stronę się czesać. Nie chcę bagatelizować tego pytania, przeciwnie pragnę ukazać absurdalność takiego założenia (zwłaszcza w świetle powyższych rozważań), gdyż jasno wtedy widać, jakim darem jest ludzka płciowość w Bożych zamiarach. W książce pt. „A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało”, której autorami są O. Karol Meissner OSB i Prof. dr Bolesław Suszka, wyjaśnione jest pochodzenie tradycyjnego ułożenia podczas zbliżenia małżeńskiego. Zakorzenione jest ono w przeszłości kulturowej. Dla ludów zajmujących się rolnictwem ułożenie to symbolizowało płodność ziemi. Kobieta jako ziemia — matka, otrzymywała od męża siłę, która czyniła ją płodną (jak słońce, deszcz, ziarno padające na ziemię).

Należy jednak podkreślić, iż pozycja jaką małżonkowie zajmują podczas współżycia, jest ich osobistym wyborem. Jeśli pieszczoty, gesty miłości jakimi się obdarowują są darem prawdziwej miłości, nie uwłaczają naszej godności, a współżycie jest zakończone w sposób naturalny — mężczyzna składa nasienie w łonie kobiety — to akt małżeński staje się pięknym przeżyciem, takim, jakim został zaplanowany przez Boga.

Poruszony drugi problem dotyczy kwestii wytrwania w okresowej powściągliwości związanej z praktykowaniem w małżeństwie metod naturalnej regulacji poczęć, co rzeczywiście czasem bywa dość trudne. Kościół jest świadomy tej trudności (zob. Paweł VI, encyklika „Humanae vitae” 20).

Często małżonkowie mówią, iż najsilniejsze pragnienie fizycznej bliskości odczuwają w czasie największej płodności i że natężenie tego pragnienia bliskości fizycznej słabnie u nich, gdy wkraczają w okres niepłodności poprzedzający kolejną miesiączkę — jest to naturalne odczucie. Na to wszystko mogą nałożyć się jeszcze różne życiowe sytuacje — zmęczenie, zapracowanie, codzienne obowiązki, wyjazdy, choroba itp. — które sprawiają, że i w tym czasie małżeństwo nie ma okazji nacieszyć się wzajemną bliskością. Jeśli taki stan rzeczy trwa dłużej, może on rodzić frustrację i napięcie, i skłaniać nawet osoby szczerze wierzące do sięgnięcia po „mniej szkodliwe” środki antykoncepcyjne lub do „zrekompensowania” sobie podjętego wyrzeczenia jakąś formą pieszczot. Może się zdarzyć, że wytłumaczymy sobie takie postępowanie różnymi trudnościami, mówimy, że przecież i tak staramy się żyć w zgodzie z sumieniem, że to przecież mniejsze zło niż antykoncepcja, że oboje tego chcemy itd.

Równocześnie mąż i żona (albo tylko jedno z nich) mogą odczuwać niepokój sumienia, instynktownie wyczuwając, że nie jest to zachowanie zgodne z zasadami czystości małżeńskiej. Z czasem jednak takie postępowanie może przerodzić się w nawyk, prowadząc równocześnie do stępienia wrażliwości sumienia.

Jeśli małżonkowie zamiast współżycia angażują się w intensywne pieszczoty z zamiarem osiągnięcia orgazmu lub gdy tylko świadomie i dobrowolnie dopuszczają taką możliwość, to popełniają grzech określany jako onanizm małżeński albo wzajemna masturbacja i nie usprawiedliwia niczego fakt, że dzieje się to w małżeństwie. Jest to grzechem. Sakrament ten nie oznacza bowiem przyzwolenie na wszelkie zachowania seksualne.

Deklaracja Kongregacji do spraw Nauki Wiary „Persona humana. O niektórych zagadnieniach etyki seksualnej” uczy o masturbacji, że stanowi ona „poważne nieuporządkowanie w dziedzinie moralnej. Zasadnicza podstawa tej prawdy leży w tym, że bez względu na motyw działania, świadomy i dobrowolny użytek władzy seksualnej poza prawidłowym pożyciem małżeńskim w sposób istotny sprzeciwia się jego celowi. Brakuje tu bowiem relacji seksualnej, jakiej domaga się porządek moralny; takiej mianowicie, która urzeczywistnia w kontekście prawdziwej miłości pełny sens wzajemnego oddania się sobie i przekazywania życia ludzkiego.” (nr 9)

Wspomniana wyżej deklaracja bardzo pięknie mówi też o ocenie odpowiedzialności i winy człowieka: „...człowiek grzeszy śmiertelnie nie tylko wtedy, gdy jego czyn pochodzi z bezpośredniej pogardy Boga i bliźniego, lecz także wówczas, gdy świadomie i dobrowolnie — z jakiejkolwiek przyczyny — wybiera to, co jest poważnym nieporządkiem moralnym. Zapewne należy przyznać, że ze względy na rodzaj i przyczyny grzechów natury seksualnej, łatwiej się zdarza, iż nie występuje w nich w pełni wolne przyzwolenie. Wskutek tego wymaga się tu roztropności i ostrożności w wydawaniu jakiegokolwiek sądu o odpowiedzialności człowieka. W tej sprawie zwłaszcza przypominają się słowa Pisma świętego: «...człowiek bierze pod uwagę to, co widoczne dla oczu, Bóg natomiast patrzy na serce» (1 Sm 16, 7). Jeśli jednak zaleca się roztropność w osądzaniu stopnia subiektywnej winy poszczególnych wykroczeń, to bynajmniej stąd nie wynika, iż wolno mniemać, że w dziedzinie seksualnej nie popełnia się grzechów śmiertelnych.” (nr 10)

Problem nie tylko w tym, czy w wyniku pieszczot dochodzi do pełnej fizycznej satysfakcji uzyskiwanej poza współżyciem czy też w pewnym momencie małżonkowie się zatrzymają, nie doprowadzając się do orgazmu — nie ma jakiegoś małżeńskiego katalogu technik dozwolonych i zabronionych. Problem w tym, żeby nasze wspólne działanie miało na względzie szacunek dla godności żony i męża. Szacunek dla tej godności polega między innymi na tym, żeby nie traktować człowieka jako narzędzie, instrument do dawania przyjemności. Jest to też szacunek dla sumienia współmałżonka w przypadku, gdy nie godzi się on na intensywne formy okazywania czułości w okresie, kiedy nie planując poczęcia, małżonkowie powstrzymują się od współżycia. Nie usprawiedliwia też takiego działania fakt, że oboje tego chcemy lub że jedno z małżonków, podejmując inicjatywę pieszczot, rozbudzi drugie, tak że mąż czy żona ulegnie tak wywołanemu podnieceniu i odpowie na tę inicjatywę.
 
Jako ludzie wierzący zobowiązani jesteśmy jednak do starania się o większa doskonałość, której poszukuje się nie tyle na drodze pytania, czy to już grzech, czy może jeszcze nie, lecz poprzez dar z siebie, swoich pragnień, pożądań w imię miłości Boga i bliźnich. Jednak w żadnym stanie życia czystość nie ogranicza się tylko do postawy zewnętrznej; samo serce człowieka winno stać się czyste...

Bez wątpienia małżonkowie mogą wyrażać miłość w rożny sposób — także poprzez pieszczoty — ale muszą przy tym zachować uczciwość wobec prawa Bożego, własnych sumień i siebie nawzajem. Czułość, pieszczoty, współżycie mogą znaczyć: „kocham cię” albo przeciwnie: „chcę się z tobą kochać — rozładować swoje podniecenie”. Mistrzowie duchowości chrześcijańskiej mówią o potrzebie sublimacji popędu seksualnego — także w małżeństwie. Trzeba świadomie traktować czas, kiedy współżycie może być związane z poczęciem dziecka jako wyzwanie i okazję do owego sublimowania wzajemnych odniesień, do poszerzenia „repertuaru” zachowań, które wyrażają miłość (zapominają o tym nie tylko mężowie ale także zatroskane o codzienne drobiazgi żony). Ostatecznie nieskrępowane wymogami moralnymi życie i współżycie nie zapewnia automatycznie harmonii, zrozumienia i miłości w małżeństwie — często jest wręcz przeciwnie.

Czas powściągania swojej zmysłowości może i powinien służyć tym głębszemu przeżywaniu tego daru, jakim jest możliwość współżycia małżeńskiego. Cóż, pragnienie większej wierności Bogu wiąże się zawsze z doświadczeniem własnej słabości...

Kiedy zatem można cieszyć się pożyciem małżeńskim, zachowując pewność, iż zbliżenia są dobre i jako uczynki miłości prowadzą do Boga? Przede wszystkim, gdy postępowanie małżonków nie poniża drugiej osoby poprzez traktowanie jej przedmiotowo, kiedy obdarowujemy miłością — motywem zbliżenia nie może być jedynie zaspokojenie własnego pożądania. A także kiedy nie zaprzeczamy naszym postępowaniem jedności małżeństwa i jego rodzicielstwu.

Jaki jest pogląd Kościoła na seks oralny? Taki sposób zbliżenia zakończony spełnieniem zaprzecza obydwu znaczeniom aktu małżeńskiego — małżonkowie nie przeżywają takiego aktu wspólnie, zamykają się na dar życia. Akt ten nie będzie pełny, bowiem nie jest zgodny z naturą — powinien kończyć się złożeniem nasienia w pochwie kobiety.

Nie znaczy to jednak, iż akt małżeński obwarowany jest licznymi zakazami a do tego nie może przynosić radości i zadowolenia. Przeciwnie, w zamyśle Bożym małżonkowie powinni czerpać głęboką przyjemność ze wzajemnych pieszczot. Przemiła to łania i wdzięczna kozica, jej piersią upajaj się zawsze (Prz 5, 15-9). Ten cytat zaczerpnięty z Biblii, jak i wiele innych, przytaczają w swej książce Mariola i Piotr Wołochowicz. Książka nosi tytuł: Jak w pełni wykorzystywać Boży dar płciowości? Czyli SEKS PO CHRZEŚCIJAŃSKU. Tak, jak i w innych pozycjach autorów chrześcijańskich, dotyczących płciowości, w książce tej zostaje zanegowany seks oralny traktowany jako "alternatywa" dla współżycia. Podkreślone jednak zostało, iż należy odróżnić pieszczoty przed aktem małżeńskim, od samego aktu. Obsypanie pocałunkami całego ciała współmałżonka będzie wyrażało uczucie miłości jakim został obdarzony. Będzie okazaniem akceptacji całego jego ciała, gdyż całe ciało ludzkie jest piękne i nie ma w nim nic złego.

o. Sebastian Bielski

na podstawie wykładów z teologii moralnej w WSD OO. Franciszkanów w Łodzi Łagiewnikach



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/2005041217271434

No trackback comments for this entry.
Seks w małżeństwie - co można a czego nie? | 20 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Seks w małżeństwie - co można a czego nie?
qoocku wto, 26 kwi 2005, 16:10:14
W książce "Dobra nowina o seksie i małżeństwie" w bardzo przystępny językowo i pojęciowo sposób przedstawiona została miłość między kobietą a mężczyzną. Książka dostawała w rankingach 0 lub maximum punktów, co wskazuje (przynajmniej dla mnie), że jest to bardzo dobra książka ;) Jest wyrazista i tak skonstruowana, że albo odrzucasz całą naukę KK o "seksie" (troche jest to splaszczone pojęcie) albo przyjmujesz całą. Polecam gorąco. Autor: Christopher West. Wydawnictow Księży Marianów o ile dobrze pomnę...

Damian
 
Seks w małżeństwie - co można a czego nie?
swiatlo wto, 26 kwi 2005, 16:18:34

onanizm małżeński albo wzajemna masturbacja  ... Jest to grzechem

Czytalem Biblie kilka razy i nie znalazlem takiego grzechu. Opieranie sie w argumentacji o czyn Onana uwazam za nieuczciwie naciagniety.

 
Seks w małżeństwie - co można a czego nie?
gosc śro, 27 kwi 2005, 01:20:35
hehehe no prosze niech katolicy sie wypowiedzą bo tak jak potępiaja "małżeństwa" które nie przyczyniaj sie do splodzeniea potomstwa tak z takim samym zapałem uważają, że seks w mażeństwi nie musi słuzyć spłodzeniu potomka!!! Śmiech na sali hehehehehehehehhehehehe

---
~j0sh

 
Seks w małżeństwie - co można a czego nie?
verbadocent śro, 27 kwi 2005, 09:08:54
Proszę mi wybać ale wyjaśnienia uczonego ojca Bieleckiego (oraz inne tego typu) są po prostu funta kłaków warte. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny. Bo podmiotem w sprawie jest para równprawnych, dorosłych świadomych swoich czynów ludzi, którzy przed Bogiem i w obecności świadków przyrzekli sobie m.in. miłość i uczciwość małżeńską. Przysięga ta została zatwierdzona "autorytetem Kościoła" i należy przyjąć, że ludzie ci we wzajemnych relacjach będą wiedzieli jak obietnicę tę wypełnić. A seks to jeden (ale nie jedyny), bardzo ważny wymiar miłości małżeńskiej. Co, jak, kiedy  i inne szczegóły zostawmy małżonkom, którzy sami będą wiedzeli  jak mają wypełnić pierwszy nakaz Boga wobec stworzenia: "bądźcie płodne i rozmażajcie się..." (Rdz. 1,22).  Dziś wszyscy, trzeba czy nie trzeba, powołują się na nauczanie Jana Pawła Wielkiego. Ja też będę banalny, ale on, jeszcze jako ks.Karol Wojtyła był pionierem nowoczesnego nauczania Kościoła w materii seksualności małżeńskiej. Czytałe te jego prace i nie przypominam sobie aby wygłaszał sądy typu: tak to źle a owak to "po Bożemu".  Myślę, że Kościoł (a konkretnie niektórzy Jego słudzy) dobrze zrobią jak zatrzymają się przed drzwiamy sypialni małżeńskiej i nie będą wchodzić w zbytnei szczegóły. Jeżli już, to w zaciszu konfesjonału lub w przyjacielskiej rozmowie w trzy pary oczy (on + ona + duchowy). Wszelkie generalizujące poglądy w tej materii wygłaszane ex cathedra uważam za nonsenowne.  Każdy związek kobiety i mężczyzny, ba każdy akt seksualny tej samej pary różni się jeden od drugiego, jest niepowtarzalny i niesamowity. Wymaga bardzo, bardzo delikatnej obróbki. Szczególnie, gdy mamy do czynienia z ludźmi o dużej wrażliwości, niepewnymi swojego i nieuformowanym sumieniu, a takimi są dzisiejsi młodzi (mimo wszystkich pozorów).

---
Verba Docent Exempla Trahunt

 
Seks w małżeństwie - co można a czego nie?
doda śro, 16 sie 2006, 14:05:07
ej wiecie co? czuje sie lekko podlamana wizja, ktora rysuje przede mna ten atrykul... borykam sie z podobnymi problemami...
moze 3 tysiace lat temu nikt sie na pustyniach palestyny nie przejmowal zdaniem kobiety (1 z kilku zon chlopa), ktorego cieszylo liczne potomstwo - bo bylo mu potrzebne do pracy na roli,
ale w dzisiejszym swiecie liczne potomstwo nie jest rownoznaczne ani z dobrobytem ani ze szczesciem
-a ja na pewno nie marze o tym, by rodzic co roku dzieci
-tymczasem czuje, ze wizja tu przedstaswiona sklania mnie kobiete do calkowitego posluszenstwa i oddania sie mezowi, aby on mogl spelnic swa malzenska posluga, tj. odbyc stosunek dopochwowy i juz,

przepraszam bardzo, ale ja tez mam swoje potrzeby rozkoszy i przyjemnosci, orgazmu (nawet w okresie dni plodnych, a moze zwlaszcza)!!!!

i jesli tak zle wyglada sprawa pozycia malzenskiego,
to ja od jutra mam gdzies takie prawo!!!!
czemu narzucacie na nas jarzmo, ktorego sami uniesc nie potraficie?????
 
Seks w małżeństwie - co można a czego nie?
doda śro, 16 sie 2006, 14:09:22
wkurzylam sie :( co to kogo obchodzi czy ja po slubie robie swojemu ukochanemu lodzika????
 

Szukaj

Polecamy



EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 9,621 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń